Wiem.
 Biję się w pierś za wszystkie te dni, podczas których mnie tu nie było. Niestety chęci do pisania czegokolwiek gdziekolwiek ostatnio stoją u mnie pod znakiem ogromnego deficytu.
Cały nastrój poprzedniego przewspaniałego tygodnia prysnął po wczorajszych porannych kłopotach. Nawet nie mam siły tego komentować, mogę jedynie dziękować Bogu, że Pan Złodziej [pozdrawiam!] zdążył tylko przekopać mi całą torbę, tak jak dziesięciu innym dziewczynom, jednak bez zabrania czegokolwiek. Moja histeryczna natura byłaby pewnie wtedy nie do ogarnięcia. A i tak krew wrzała na widok pozostalych dziewczyn i tej totalnej bezradności. W takich sytuacjach można jedynie rozłożyć ręce, bo tak naprawdę nikt nie jest w stanie nic zrobić. Złodzieja nie złapiesz, rzeczy nie odzyskasz.
W normalnych warunkach pewnie bym się tutaj tym i owym pochwaliła, ale obecnej sytuacji nie mam chęci.
Tęsknię do świąt.